Bóg, Hiob i amerykańskie ciężarówki.
Ubolewam, że nie mam daru pisania. Zdecydowanie bardziej wolę pracować obrazem niż tekstem, ale skoro już prowadzę tego bloga, trzeba co jakiś czas coś napisać. Okazja ku temu jest szczególna, chociaż muszę na początku zaznaczyć, że wpis ten nie będzie miał żadnego związku z fotografią ślubną.
Kilka dni temu, zapewne nie przypadkiem, bo w życiu chrześcijanina nie ma przypadków, poznałem człowieka, który zaimponował mi swoim świadectwem wiary. Tym człowiekiem jest Piotr Jaskiernia - znany bardziej pod swoim pseudonimem „Hiob„. Spotkałem go na stronie www.katolik.us, na którą trafiłem szukając informacji o USA. Pan Piotr, który od 30 lat mieszka w Stanach, na pewnym etapie swojego życia odnalazł Boga. Zaryzykuję stwierdzenie, że nawet nie tyle odnalazł Boga, co Bóg go powołał na swojego apostoła. Stało się to w czasie, gdy jego długo oczekiwane dziecko, urodziło się, po ludzku mówiąc, z niewielką szansą na przeżycie. Potwierdza się tu pewna teza która mówi, że cierpienie samo w sobie nie jest czymś dobrym, dobre mogą być owoce, które ono może przynieść. Ile cierpienia kosztowała Hioba ta cała sytuacja związana ze stanem jego córki wie on sam i Pan Bóg.
Hiob jest kierowcą ciężarówki i pewnego dnia ….
„Byliśmy właśnie w Kalifornii, ja i dwóch innych kierowców z naszej firmy i dostałem właśnie wiadomość, ze znowu się stan Wiktorii pogorszył. Nie mogłem powstrzymać łez, sfrustrowany, ze muszę pracować, ze tak daleko jestem od domu, jak tam mi umiera dziecko i żona mnie tak bardzo potrzebuje. Jeden z kolegów z pracy, starszy już pan, ten właśnie z wymalowanymi symbolami chrześcijańskimi na ciężarówce, zapytał, co się stało. Gdy mu opowiedziałem, zawołał trzeciego kierowcę, (Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich. Mt.18:20) i poprowadził modlitwę w intencji Wiktorii. Było to moje pierwsze spotkanie z chrześcijaninem-niekatolikiem, przynajmniej w kontekście modlitwy. Zaimponował mi on tym, że nie wstydził się modlić w intencji w sumie zupełnie mu obcej osoby, na parkingu, na oczach obcych ludzi. Później zaobserwowałem i inne rzeczy, jak jego znajomość Biblii, czy fakt, ze nigdy nie rozpoczął posiłku zanim nie odmówił modlitwy. Po modlitwie powiedział mi, ze on często się modli w różnych intencjach, ale tym razem ma jakąś pewność, ze tą modlitwę Bóg wysłuchał. Nazajutrz powiedział mi tez, że zawiadomił swoja żonę w Tennessee i cały kościół baptystów modli się za moja córeczkę. W jakiś czas później i ja otrzymałem łaskę wewnętrznego przekonania, że wszystko będzie dobrze z Wiktorią.”
To był początek jego otwarcia się na moc Ducha Świętego. Dalej sprawy układały się według schematu, który zakreślił zapewne sam Bóg, a że Hiob uległ działaniu Ducha Świętego, nie przeszkadzał Bogu w pisaniu swojego życiorysu.
Kim jest Hiob dzisiaj.
Nadal jest kierowcą, który przemierza Amerykę swoją ciężarówką. Jest też apostołem, który wszędzie gdzie jest, głosi prawdę Chrystusa Zmartwychwstałego – głosi ją z ambony, jaką stała się jego ciężarówka, zaopatrzona w sprzęt umożliwiający kontakt z nim z każdego zakątka świata. Zapraszam Cię na stronę www.katolik.us – poznasz tam historię Hioba, przeczytasz świadectwa innych osób, które odnalazły Boga, znajdziesz wiele informacji na temat spraw ważnych, ale także, jeśli interesujesz się motoryzacją, znajdziesz dużo informacji o amerykańskich ciężarówkach, mnóstwo zdjęć samochodów, oraz, jeśli pasjonuje Cię Ameryka, możesz zostać wirtualnym pasażerem Hiobowego samochodu i razem z nim podziwiać widoki online z okna jego auta.
Cytat pochodzi z forum katolik.us.


Napisz komentarz