Dawno nie fotografowałem mojej młodszej córeczki. Jednak w ostatnim czasie diametralnie się to zmieniło. Powodem jest powrót do systemu Nikona wraz z zakupem najlepszego moim zdaniem aparatu reporterskiego – Nikon D3s. Ponizej zdjecia z dnia dzisiejszego.
Jako doświadczony fotograf ślubny, który w tej branży już z niejednego pieca chleb jadł, który już nie jedną sale weselną widział, chciałbym w tym miejscu wspomnieć o zamku w Rokosowie, jako że należy do moich faworytów. To tu powstały moje ulubione zdjęcia, m.in zdjęcie główne na blogu. To właśnie Rokosowo najczęściej wybierają moje mieszane Pary Młode – żeby wspomnieć ostatni mój ślub Polsko – Wenezuelski. Zresztą, zapraszam Cię na ich stronę – http://rokosowo.pl/ tam najlepiej obejrzeć to, co zamek w Rokosowie ma najlepszego do zaoferowania. Jeśli masz ochotę, to możesz również zapoznać się z moimi referencjami wystawionymi przez Zamek w Rokosowie.
Jakiś czas temu, zamieściłem na swoim blogu strony polskich fotografow ślubnych, ktorych poziom zdjęć kwalifikował ich do znaleznienia się na liście 50 najlepszych fotografów w Polsce. Tym razem postanowiłem zaprezentować prace zagranicznych fotografów ślubnych. Jest to luźny zbiór stron wykopanych przez internautów.
Wtorek, godzina 4.30, budzik niemilosiernie doprowadza mnie do stanu czuwania, rany, jak mi sie nie chce wstawac. Corka juz sie krzata po mieszkaniu, Jagodka, zrob tacie kawe prosze, uff, jeszcze 5 minut poleze. Kolejny dzwiek, tym razem gwizdek na czajniku, no nic, trzeba wstawac. Myju myju, wskok w ubranie, i kawka. No dobra, czy wszystko uszykowane, tak, mamy wszystko, acha, jeszcze klej w tubce, bo nie wiem ktore zdjecie bedzie sie bardziej nadawalo, porobilo sie z tymi wymaganiami, twarz na wprost, 1/3 twarzy, odleglosc od, odleglos do, wydrukowalem kilka zdjec, niech sobie wybiora, wtedy przykleje na wniosek. 5.40 ruszamy do Warszawy, przed nami jakies 340 km. Zazwyczaj droga do stolicy zabierala mi okolo 5 godzin. Tym razem, dzieki autostradzie udalo sie dojechac w 4. OK, jestesmy na miejscu, troche przed czasem, spotkanie wyznaczone na 10.30, jest 9.40, no nic, wchodzimy, na dzien dobry, prosze wylaczyc telefon, no to wylaczam, kurde, nie moge wylaczyc, zawiesil sie, no nic, wyciagam baterie. Potem wszystko co metalowe na tacke, przejscie przez bramke, nic nie pika, wchodzimy dalej. Drugi przystanek, mila Pani bierze nasze dokumenty, sprawdza, w kilku miejscach musimy uzupelnic, np. kiedy zamierzamy wyjechac do USA, zostawilem wolne miejsce, bo nie wiem kiedy, wiadomo, jak najszybciej sie da, ale poki nie zbiore odpowiedniej ilosci $$$ to nie ma co planowac, ale coz, musze cos “niezobowiazujaco” wpisac – o’k, wpisuje lipiec. Wysypalem zdjecia, – te prosze zabrac, a te przykleimy, ok, dobrze ze wydrukowalem kilka. Idziemy dalej, kilka zakretow i jestesmy na duzej sali. Stajemy w kolejce do rejestracji, kilka minut i juz jestesmy przy okienku, podajemy wnioski, corka jako pierwsza przyklada rece do skanera, ale niestety, lekki stres i nakremowane rece powoduja ze skan linii papilarnych jest niemozliwy, Pani laskawie podaje jej chusteczki do wytarcia rak, ok, teraz sie udalo. Dobrze, wszystko gra, dostajemy numerek i przechodzimy dalej. Nastepny krok – rozmowa z konsulem. Czekamy na swoja kolej. Mamy numer 103, wyswietla sie 82, no nic, poczekamy, Dwa okienka otwarte, numer 86, juz otwarte trzy, 95 – otwarte 4 okienka, idzie szybciej, ale i tak mam wrazenie ze te dialogi z konsulami sa dlugie, niechcacy slysze strzepy rozmow, a dokad, po co, do kogo, jaka firma, a zdrowie jak, a kim jest dla Pani, uff, moze byc ciezko, 103, podchodzimy z corka, dzien dobry – dzien dobry, na jak dlugo ? mowie na tydzien, moze dluzej, – cisza – a kto z Was interesuje sie fotografia, mowie – oboje, a zona jedzie ? – nie – zostaje na miejscu z malym bejbe, ok, macie wize, 10 lat, paszporty przyjda w ciagu 5 dni, dziekuje bardzo, milego dnia. Chyba rekord 2-3 minutki. Corka przeszczesliwa, chciala krzyczec z radosci, tata, to kiedy lecimy, kiedy lecimy ….. I tak ogolnie wygladal ten dzien – dzien, w ktorym mily Pan otworzyl furtke do spelnienia naszego marzenia.
W 2003 roku całkiem przypadkiem byłem świadkiem kameralnego spotkania Jolanty Kwaśniewskiej z Ireną Sendlerową, znaną z ratowania w czasie wojny dzieci żydowskich. Spotkanie to było bardzo prywatne, odbywało się tuż przed otrzymaniem przez Irenę Sendlerową Nagrody za Męstwo i Odwagę im. Jana Karskiego, którą w imieniu lauratki obierała Jolanta Kwaśniewska. Historia tego zdjęcia jest dość ciekawa. Przebywałem własnie w budynku w którym mieszkała Pani Irena Sendlerowa, a tu nagle jakies zamieszanie, wchodzi Pani Jolanta Kwasniewska wraz ze swoimi opiekunami (BOR) Z uwagi na to, iż prawie zawsze mam ze sobą aparat, dowiadując się szybko co się święci, powolutku szedlem za ekipą pani Jolanty wyciagajac aparat z torby. Gdy J.Kwasniewska wchodziła do pokoju gdzie mieszkała Irena Sendlerowa, ja jak zwykle na pewniaka wchodze za nia, ale tutaj stop – BORowcy zagrodzili mi droge, drzwi sie zamkneły i …. po zdjeciach mysle. Juz mialem się wycofać, a tu nagle drzwi się otwierają i Pani Jola prosi tego Pana z aparatem, i bylismy na spotkaniu ja , Pani Kwasniewska i Pani Irena Sendlerowa.